W Stalowej Woli

Tęskni mi się za kudłatymi spacerami – wywiad z Aleksandrą Grzelą

Tęskni mi się za kudłatymi spacerami – wywiad z Aleksandrą Grzelą

Rozmawiamy w atmosferze szczególnej, bo w oparach lubianej przez autorkę “Lotu balonem” kawy. Aleksandra Grzela zaledwie kilka dni wcześniej została laureatką Nagrody Miasta Stalowa Wola “Gałązka Sosny” w kat. Debiut artystyczny. Jej tomik nominowany był przez stalowowolską MBP. Z Olą znamy się od lat, bo obie jesteśmy wychowanicami Warsztatów Literackich “Wers”.

Od tygodnia jesteś laureatką “Gałązki Sosny”. Jak się czułaś, kiedy wyczytano Twoje nazwisko, kiedy dowiedziałaś się, że dostałaś tę nagrodę?

Nie dowierzałam. Nie dowierzałam od samego początku, że jestem wśród laureatów. Sama nominacja była dla mnie ogromnym wyróżnieniem i zaszczytem. W momencie gdy usłyszałam swoje nazwisko, to chwilę mi zajęło zanim połączyłam fakty. (śmiech) Było to dla mnie bardzo wzruszające. I jednocześnie złapaniem wiatru w żagle. Uświadomiłam sobie, że moje wiersze mogą mieć wartość dla kogoś innego, że można z nich coś wyciągnąć.

Słuchałaś uzasadnienia kapituły?

Tylko strzępki pamiętam. Trochę mi nogi wrosły w scenę i ciężko było mi się w ogóle ruszyć . Jak tylko odebrałam nagrodę, od razu schowałam się z powrotem do nominowanych. Było to dla mnie coś zupełnie nowego. Nigdy nie brałam udziału w konkursach, przeglądach, plebiscytach, bo pisałam przede wszystkim dla siebie. Każdy wiersz był tworzony, dojrzewał, był wielokrotnie przerabiany i jak już swoją ostateczną formę przybrał, to czekał na komputerze, w zeszycie i sobie był. Nawet w najśmielszych snach nie spodziewałam się nagrody za te moje zapiski.

Opowiedz, jaka była droga tomiku “Lot balonem”. Jak to się stało, że go wydałaś?

To była bardzo długa droga. Przez kilka lat do wydania tomiku namawiała mnie Alicja Wojdyło, moja przyjaciółka, namawiałaś mnie ty. Ja to gdzieś tam przyjmowałam do wiadomości. I przyszedł taki moment, że dojrzałam do tej decyzji. Wiersze nabrały dla mnie nowego znaczenia. Uznałam, że zasługują na to, żeby je wydać, oprawić. Sama droga od momentu podjęcia decyzji do wydania tomiku też trochę trwała, ponieważ ciężko było wybrać wiersze. Pomysł na tomik przeobrażał się.

Zresztą zaczęło się od recenzji. Wysłałam Alicji wiersze, bez podziału i ona wyłapała, że część jest o balonach, pojawiają się koty, koraliki, paciorki… To był jej pomysł podzielenia książki na części. Napisała mi recenzję, potężną analizę i wydobyła z tych wierszy takie rzeczy, których nie zauważałam. A Alicja, która zna mnie już naprawdę bardzo, bardzo, bardzo długo, zna historie powstawania niektórych wierszy, zna historię mojego życia, towarzyszy mi od tak dawna – chyba wiedziała, na co zwracać uwagę. Cieszę się, że to ona pisała recenzję. Gdyby nie pomoc osób mi życzliwych, to ten tomik pewnie by nie powstał. Po recenzji Alicji ty mi zrobiłaś skład. Dla mnie to była czarna magia i za każdym razem, gdy mi wysyłałaś już złożone wiersze i to wszystko wyglądało bardzo ładnie na stronie, to cieszyłam się, że mam wokół siebie osoby, które potrafią i chcą to zrobić.

To samo z okładką. P. Kaziu Linda – wysłałam mu pomysł na okładkę i on poświęcił swój czas, by wszystko dopasować. Na początku czcionka była zupełnie inna. Chyba dopiero przy ostatnim spotkaniu p. Kaziu powiedział mi, że znalazł przypadkiem taką ciekawą czcionkę i ona pasowałaby do tego tytułu. Zakochałam się w tym napisie.

Na oddzielną uwagę zasługują cytaty w języku rosyjskim, które przetłumaczyła mi moja nauczycielka, pani Stanisława. Bardzo mi się podoba ten język i chciałam jego elementy zawrzeć w tym tomiku. Przeniesienie oryginalnych cytatów na komputer, cyrylicą, zajęło mi bardzo dużo czasu. Ale ubogacenie tomiku o nie było dla mnie ważne. Jednak gdyby pani Stanisława się nie zgodziła ich przetłumaczyć, to nie byłoby ich. To jest taki nauczyciel, który daje lekcje życia i pokory. Tym ważniejsze są dla mnie te cytaty – mają podwójną wartość.

Pozostając przy tomiku, powiedz mi jeszcze o grafikach. One są Twojego autorstwa. Czy powstały wcześniej i dobierałaś je do konkretnych miejsc w książce? Czy rysowałaś je pod znajdujące się w zbiorze wiersze?

Nie byłam do końca pewna, czy te grafiki umieścić w tomiku. Ale chciałam, skoro to jest mój pierwszy tomik, żeby on był w jak największym stopniu mój. Czytałam wiersze z konkretnej części. To, co najbardziej się wyróżniało, starałam się umieścić w grafikach. Zatem najpierw były wiersze, potem podział na kolejne części i dopiero grafiki.

Masz bardzo dużo pasji. O wszystkich tu nie powiemy. O niektórych wiem od dawna, o niektórych zapewne nic jeszcze nie wiem, o niektórych dowiedziałam się niedawno, gdzieś przez przypadek na promocji, na Nocy z coolturką, z biogramu w tomiku… Ale skupmy się jeszcze na poezji, bo mówiliśmy trochę o tomiku, a teraz coś o samej poezji. Wiadomo, że jesteś wychowanicą “Wersu”. Powiedz zatem, jak to się stało, że te kilkanaście lat temu pojawiłaś się na warsztatach, jak narodziła się potrzeba pisania wierszy i samo pisanie. Dlaczego w ogóle piszesz?

Sprawczynią tego wszystkiego jest Alicja, bo to ona mnie zaciągnęła na warsztaty, jeszcze chodziłam wtedy do gimnazjum, miałam z 13 lat chyba. Powiedziała mi, że chodzi na takie warsztaty literackie. Troszkę jej zajęło namówienie mnie, ale stwierdziłam, że pójdę i zobaczę, jak tam jest. Tam zresztą Ciebie poznałam. I od tego się zaczęło. Chodziłam na te warsztaty w ogóle nie pisząc. Atmosfera, jaka wtedy panowała na warsztatach. Ludzie, którzy tam chodzili… Ja byłam gryzipiórkiem. I osoby, które były ode mnie zaledwie kilka lat starsze wydawały mi się takie dorosłe, dojrzałe. Przecież była Paulina Czerwonka, Zuzia Halicka, Kasia Skoczyńska… Te warsztaty to był taki kawałek lasu w środku miasta.

Pierwszy mój wiersz był rymowany, o jesieni. To była grafomania do kwadratu. Po latach przeglądałam te stare wiersze i zastanawiałam się, jak można było coś takiego napisać i jeszcze chcieć to pokazać. Myślę, że mój charakter pisania w dużym stopniu kształtowały osoby, które mnie otaczały. Raz – swoją twórczością, a dwa – swoimi pasjami. Bo się słuchało, że ktoś czyta konkretnego poetę, szukało się jego wierszy i się swój własny warsztat tworzyło.

Jak myśmy chodziły na warsztaty, to były czasy, kiedy jeszcze trzy panie je prowadziły – p. Ania Żywczyk i p. Stasia Bieńko-Stachyra, które były polonistkami Gimnazjum Nr 3 oraz p. Joasia Rybak, kierowniczka filii nr 4 MBP. Pani Żywczyk uczy teraz w liceum na Staszica. I to było jeszcze w tej starej bibliotece, w filii nr 4. Co mogłabyś powiedzieć o tym miejscu, o prowadzących?

Odkąd pamiętam, lubiłam chodzić do bibliotek. Mam w mieście kilka swoich ulubionych, szczególnie jedną, ale nie będę mówić którą. Ze względu na zapach drewna, jaki tam jest, na skrzypiącą podłogę gdzieś pod stopami, bo to dodaje klimatu. Na warsztatach było czuć zapach książek, tam chyba linoleum było. Taki zapach mojego dzieciństwa. Siedziałyśmy w półkolu, w środku były panie prowadzące, których na początku trochę się obawiałam. Wydawały mi się taką wyrocznią, że jak coś napiszę nie w ich stylu, to będzie źle. Bardzo ciepło wspominam wszystkie panie. Każda coś od siebie wniosła, była aniołem stróżem od czego innego. Dzięki temu, że każda była inna, to dużo to dawało, bo można było się do czegoś odnieść.

Tak odchodząc od poezji. Twoja inna pasja. Nie wiem, czy druga, bo nie bedę ich segregować. Pedagogika cyrku. W sumie objawia się w tym locie balonem. Co możesz o tym powiedzieć?

Brałam udział w kilku szkoleniach w tym temacie, ale marzy mi się udział w takim organizowanym przez małżeństwo. Oni zajmują się od lat pedagogiką cyrku i prowadzą szkolenia trzydniowe, gdzie prezentowany jest pełen wachlarz aktywności, które można wykorzystywać w pracy z dziećmi. Cyrk od zawsze na równi mi się podobał, co mnie przerażał. W pierwszym roku mojej pracy udałam się na szkolenie z pedagogiki cyrku i byłam zauroczona tym, w jak krótkim czasie można nauczyć się żonglować. Od tego się zaczęło. Od tamtej pory staram się wplatać cyrk w swoją pracę, twórczość, szukać różnych artykułów, książek na ten temat. Poznając historię cyrku, można się dowiedziec wiele ciekawych rzeczy. W życiu bym nie sądziła, że kuglarze, cyrkowcy byli kiedyś wyrzutkami społecznymi, bezdomnymi, kryminalistami, prostytutkami, którzy żyli z tego, że pokazywali się na ulicy. A pierwsze pokazy cyrkowe były w starożytności – pokazy gladiatorów. To się już uznaje za pokazy cyrkowe.

A inna pasja to są sztuki plastyczne. Powiedz mi, jakie studia skończyłaś, jeśli o to chodzi?

To były studia podyplomowe na Uniwersytecie Rzeszowskim na Wydziale Sztuki z zakresu Plastyka i Edukacja Artystyczna. Plastyka towarzyszyła mi od maleńkości. Zawsze podobały mi się plamy barwne, jak to się fachowo nazywa. Zwracały moją uwagę obrazy z intensywnymi kolorami. Zawsze, gdy jadę do większego miasta, to staram się odwiedzić jakieś muzeum albo chociaż galerię obrazów, rzeźby. Bo sztuka w ogólnym tego słowa znaczeniu jest mi bliska. Pomimo że nie mam stricte wykształcenia z tym związanego. W wielu kwestiach jestem laikiem totalnym. Te wizyty są mi potrzebne, bo jednak urodziłam się, wychowałam i mieszkam w mieście, gdzie nie ma tej sztuki wiele. Bo to miasto typowo robotnicze, powstałe na potrzeby pracowników huty. I ta sztuka późno się pojawiła i stosunkowo od niedawna artyści, którzy tutaj żyją – młodsi i starsi – ujawniają się, z czego się cieszę. Dzięki temu tu też mogę pójść na jakąś wystawę i poobcować ze sztuką.

Bratasz się z grupami plastycznymi w naszym mieście? W MDK-u, w SDK-u czy gdziekolwiek indziej?

Przez pewien czas chodziłam na lekcje rysunku, żeby przekonać się, czy faktycznie iść w tym kierunku. Bo zawsze mi się wydawało, jak z moim pisaniem, że to nie ma jakiejś większej wartości ponad tą, jaką ma dla mnie. Chodziłam do p. Adama. Te lekcje pokazały mi, że tworzyć można na różne sposoby. Moje bratanie polega na tym, że znam osoby, które tworzą, ale nie należę do żadnej grupy. Nigdy nie miałam śmiałości, żeby się gdzieś udać. Dzięki p. Adamowi powstały moje pierwsze kwiaty, które widnieją na ścianie i to jest mój pierwszy obraz. Nie oddałabym go za nic na świecie, bo ma dla mnie ogromną wartość. Przypomina mi, że warto jednak w siebie wierzyć i tworzyć, jeśli sprawia to radość.

Nawiązując jeszcze do “Gałązki Sosny” – trafiłam do p. Adama dzięki ś.p. Alicji Czajkowskiej-Chmielewskiej, która była projektantką statuetki “Gałązka Sosny”. Do p. Alicji chodziłam jeszcze za czasów studiów, gdy pisałam pracę magisterską na temat twórczości plastycznej dzieci. Potem po paru latach poszłam do niej ze swoimi rysunkami i z pytaniem, czy coś z tego w ogóle będzie, czy warto nad tym pracować czy lepiej być zwykłym odbiorcą sztuki. Właśnie wtedy dała mi numer telefonu do p. Adama. I tak się moja przygoda z rysunkiem zaczęła. Tym większą wartość ma dla mnie ta statuetka. Miałam zaszczyt poznać p. Alicję osobiście, uczestniczyć w jej zajęciach, podglądać. I to było coś niesamowitego – widzieć artystę w działaniu. Gdy wzięłam tę statuetkę do ręki i poczułam, jak jest ciężka, to aż mi dech zaparło. Ale nie w dosłownym znaczeniu ciężka – chodziło o świadomość, że znałam osobę, która ją zaprojektowała.

O jakich jeszcze pasjach chciałabyś powiedzieć?

Tych pasji jest dużo, ale brakuje mi czasu, by je rozwijać. Czekam aż będę miała nieco luźniejszy moment w życiu, bo cały czas się coś dzieje. Marzy mi się – to jest takie bardzo prozaiczne marzenie – mieć działkę, a na niej ule. Bo uwielbiam przyrodę i jak tylko mam możliwość, by gdzies uciec w las, to robię to. Marzy mi się też ogromny pies, bo jestem psiarą do kwadratu. Jak na ironię mam dwa kocury, ale sercem jestem przy psach i jeżeli będę miała już taką możliwość, to do tych kotów dołączy wielki kudłaty pies. W moim rodzinnym domu zawsze był pies i to jeszcze duży. Tęskni mi się za kudłatymi spacerami. Ale i na to przyjdzie czas.

I tego Ci życzę.

rozmawiała Agata Linek

Kliknij aby dodać komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

W Stalowej Woli

Więcej w W Stalowej Woli

auto w stawie

Samochodem prosto do stawu

stw24.pl6 września 2019
Farma fotowoltaiczna na trackerach(1)

Tauron wybuduje dużą farmę

stw24.pl21 sierpnia 2019
obwodnica z góry

Raport z budowy

stw24.pl21 sierpnia 2019
nadbereżny biletomat

Rewolucja w autobusach

stw24.pl21 sierpnia 2019
stadion 3

Przyspieszenie na stadionie

stw24.pl20 sierpnia 2019
303-193215

Kierowca stracił prawo jazdy

stw24.pl19 sierpnia 2019
pis 3

Wyspa wolności w Parku Miejskim

stw24.pl18 sierpnia 2019
Weber

Weber dziesiąty, Krzek piętnaście oczek niżej

stw24.pl16 sierpnia 2019
marcel_1000x600

Szukasz pracy ? Zapoznaj się z ofertą MARCEL sp. z o.o. sp. k.

stw24.pl16 sierpnia 2019

Kontakt

Redakcja
tel. 881 252 577
e-mail: redakcja@stw24.pl

Reklama
tel. 570 224 700
e-mail: biuro@stw24.pl

Copyright © STW24.pl