W Stalowej Woli

Będę walczył o Stalową Wolę – Andrzej Szlęzak

Będę walczył o Stalową Wolę – Andrzej Szlęzak

as11
Rozmowa z Andrzej Szlęzakiem byłym prezydentem Stalowej Woli, kandydatem na posła z ramienia PLS-u

W jesiennych wyborach parlamentarnych planuje Pan startować na posła z listy PSL-u.

Nigdy nie ukrywałem, że chciałem być parlamentarzystą, a konkretnie posłem, ale zobowiązania wobec miasta odsuwały te plany na dalszą przyszłość. W tej chwili już nie jestem prezydentem miasta, więc mogę spokojnie wystartować do Sejmu. Uważam, że jest pilna potrzeba wzmocnienia reprezentacji parlamentarnej ze Stalowej Woli, abyśmy mogli skutecznie zabiegać o swoje interesy. Stalową Wolę stać na dwójkę, trójkę parlamentarzystów. Jeśli mieszkańcy głosowaliby na swoich – bo w Stalowej Woli jest zła tradycja, rzadko się głosuje na swoich – to ta reprezentacja mogłaby być silniejsza, a tym samym bardziej skuteczna. Dobrze jest mieć swoich parlamentarzystów, i w ugrupowaniach, które rządzą, i w tych, które są w opozycji, bo wszędzie trzeba lobbować, umieć się dogadywać, budować pozycję.

Czyli, jeśli wynik wyborów okaże się pozytywny, to będzie Pan aktywnie działał na rzecz Stalowej Woli i zakłada współpracę z samorządem?

Jeśli miałbym zostać posłem, to jednak pomimo różnic politycznych, należałoby szukać możliwości współdziałania na rzecz Stalowej Woli i rozwoju regionu. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Oczywiście dopuszczalne są różnice, czy krytyczne oceny poszczególnych działań, ale generalnie chodzi o to, żeby szukać tego, co będzie mogło rozwijać miasto i region. Na tym właśnie się trzeba koncentrować.

Zależy mi na tym, aby Stalowa Wola była tym miastem, które ma szanse rozwoju, i ma szanse skutecznie rywalizować z miastami o podobnym potencjale i charakterze. A konkurencja jest dosyć ostra. W założeniach politycznych Platformy Obywatelskiej, jest koncentracja na rozwoju dużych miast. Ewidentnie dzieje się to kosztem Polski powiatowej. I temu trzeba przeciwdziałać. Dlatego np. bardziej odpowiada mi PSL, bo jest to partia, która chce reprezentować Polskę powiatową, której zależy na tym żeby lokalne społeczności się nie degenerowały. A mamy coraz więcej przykładów na to, że tak się dzieje. Począwszy od demografii, poprzez dzielenie środków unijnych i wiele innych przykładów. Polska powiatowa zaczyna przegrywać, zaczyna być spychana, i to jest bardzo niebezpieczne dla poziomu życia mieszkańców i dla integralności państwa. Jeżeli państwo nie będzie się równomiernie rozwijać, to będą powstawać separatyzmy.

W jakim kierunku dalej powinna iść Stalowa Wola?

Stalowa Wola musi się rozwijać w różnych kierunkach i powinna posiadać swój produkt turystyczny. Może go mieć i oczywistym jest, że to, co będzie wiodące, to przemysł. Stalowa Wola ma swoją markę przemysłową i właśnie ją trzeba rozwijać. Przede wszystkim pozostaje tu kwestia, czy jesteśmy wstanie wykształcić fachową siłę roboczą na odpowiednim poziomie? Czy jesteśmy w stanie zapewnić małym i średnim przedsiębiorcom warunki rozwojowe, zaplecze badawczo – rozwojowe oraz czy mamy tereny na ich lokalizację? W tej chwili pozostało już tylko ponad 20 ha terenu do użytkowania na różnego rodzaju przedsięwzięcia. Niestety, i one szybko się kończą , co w rezultacie skutkuje brakiem terenów inwestycyjnych. Jedynym wyjściem są lasy, co jest pomysłem oczywiście bezsensownym, albo tereny za Sanem, co już zostało odrzucone.

Nie mamy również terenów pod budownictwo mieszkaniowe, a np. w ostatnich latach w sąsiedniej gminie Pysznica przybyło 2 tys. mieszkańców.

Jak pan ocenia obecną sytuację miasta?

Stalowa Wola wcale nie jest w komfortowej sytuacji. Jest wiele czynników, które zagrażają rozwojowi miasta. Jest wiele spraw, w których sobie władze samorządowe same mogą nie poradzić. W tych aspektach potrzebne jest zgodne współdziałanie parlamentarzystów wszystkich opcji.

Na przykład?

Pierwsze z brzegu – kwestia stawów osadowych, bardzo newralgicznej sprawy dla Stalowej Woli. Tu potrzebna jest współpraca, żeby pozyskać źródła finansowania. Druga rzecz są to np. relacje miasto – Lasy Państwowe. Zalesienie jest dość istotną barierą dla rozwoju Stalowej Woli. I dobrze wiem, że tego na poziomie samorządu się nie rozwiąże i nie uzyska oczekiwanych efektów. Są to tematy bardzo trudne, których bez pomocy parlamentarzystów nie da się rozwiązać.

W ostatnich latach w mieście przebyło wielu inwestorów. Jednakże na ten przemysł mieszkańcy się skarżą. Są zastrzeżenia, co do dużych zakładów przemysłowych w Stalowej Woli, że łamią normy środowiskowe. W celu ich sprawdzania ma powstać stacja monitoringu jakości powietrza i poziomu hałasu.

Uważam, że nazywanie przemysłu zlokalizowanego w Stalowej Woli trucicielem i szkodnikiem, to jest wielka przesada. Były robione za moich czasów określone badania, które tego nie potwierdzały. Np. dostałem swego czasu informację, że wystąpił w Stalowej Woli dość gwałtowny wzrost zachorowań na tarczycę. Łączono to z funkcjonowaniem fabryk aluminium. Żeby nie rozsiewać niepotrzebnie paniki, zostały przeprowadzone dyskretne badania, pod względem zawartości chemicznej, np. z liści drzew, ponieważ wszystkie szkodliwe substancje odkładają się właśnie tam. Te badania nie potwierdziły szkodliwości, jaką podejrzewano.

Skąd zatem te zastrzeżenia?

Faktem jest, że mamy tutaj paru takich trucicieli, którzy zwłaszcza nocą, wyłączają filtry, szkodliwe substancje wrzucają do pieca i wszystkie zanieczyszczenia wylatują przez komin. Dostałem informacje i wiedziałem kto tak robi. Tylko pojawił się problem, co można z tym zrobić. Pojechałem do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, poinformowałem o tym. Zasugerowałem, żeby taką kontrolę przeprowadzić dyskretnie, wieczorem lub w nocy, by nie spłoszyć tego, co łamie prawo. Odpowiedziano mi, że to nie wchodzi w grę, ponieważ oni pracują do godziny 15. Z takimi problemami właśnie się zderzałem jako prezydent miasta.

Z zanieczyszczaniem środowiska jest jednak coś na rzeczy, trzeba pilnować standardów jeśli chodzi o ochronę środowiska, czystość atmosfery, ale nie należy również z tym przesadzać. Bo jeśli się z tym przeholuje to, może być to antyreklama dla Stalowej Woli, jako miejsca gdzie mogą przyjść inwestorzy.

Czyli w dalszym ciągu sprawy łamania przepisów dot. ochrony środowiska są nieuporządkowane?

W tej sprawie potrzeba troszeczkę innego podejścia służb, które są za to odpowiedzialne. Jeżeli to podejście będzie nadal czysto biurokratyczne, to nic się nie zmieni. Jako parlamentarzysta właśnie to chciałbym zmienić, żeby przepisy pozwalały rozwiązywać problemy, a nie utrudniały. To jest jeden z podstawowych problemów funkcjonowania instytucji państwowych.

Jakie zmiany chciałby Pan jeszcze wprowadzić w przepisach, mając doświadczenie prezydenta miasta?

Takich spraw jest bardzo dużo. Wszystko czym się zajmują samorządy jest zbyt zbiurokratyzowane. Chociażby fundusze europejskie, ich wdrażanie, monitorowanie, kontrolowanie i rozliczanie. Tego nie ma w innych krajach. Biurokrację można porównać do nastawienia urzędów skarbowych. Czyli dopaść kogoś, kto ma jakieś nieścisłości, żeby go pozbawić środków. W innych krajach jest nastawienie na to, żeby samorządy, czy inne instytucje pomagały w tym, żeby przedsiębiorcy mogli w jak największym stopniu skorzystać z dotacji. Kolejny przykład biurokracji – miałem podpisać dwa tysiące dokumentów, to był horror. W miarę się z tym uporałem, ponieważ piszę obiema rękami. Ale generalnie podpisanie takiej liczby dokumentów, to jest zmarnowanie połowy dnia pracy, na bezsensowne działanie. Jest bardzo wiele do zrobienia w tej kwestii. Jeśli procedury byłyby prostsze, to okazuje się, że mamy wiele niepotrzebnych etatów. W samorządach, czy w firmach. To są etaty tych osób, które muszą pisać wnioski, kontrolować, sprawdzać, a z drugiej strony są etaty w instytucjach prowadzących, które weryfikują te wnioski. Te pieniądze można w bardziej sensowny sposób zagospodarować.

Drugi przykład to, to z czym się borykamy, to ustawa śmieciowa, która jest bublem. Ustawa była wielokrotnie zmieniana, ale cały czas jest to bubel prawny. Samorządy mają z tym problem. Zmiany miały uprościć, wyjaśnić i nie podrażać, a wszystko stało się odwrotnie.

Zdaniem Pana jak powinno się rozwiązać ten problem?

W prostszy sposób. Więcej kompetencji dać gminom, żeby miały swobodę, niech one rozwiązują ten problem. Nigdy nie było tak, że centralny ustawodawca, lepiej rozumiał i potrafił rozwiązywać problemy od tego, kto jest na miejscu. Nonsensów jest wiele, np. ustawa o lasach, bardzo rygorystyczna. Takich miast jak Stalowa Wola w Polsce może nie jest dużo, ale trochę jest, które są czymś w rodzaju regionalnych ośrodków wzrostu. Stalowa Wola jest jednym z ważniejszym ośrodków przemysłowych w Polsce. Żeby wykorzystać tę dynamikę, tradycję konieczne jest bardziej elastyczne prawo dotyczące lasów. Nie może być tak, że ponad połowa powierzchni miasta, to są lasy, i zamiast to być zaletą, staje się barierą w rozwoju. I nie można w tej kwestii zastosować żadnych elastycznych rozwiązań. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że Stalowa Wola stanie za dwa lata przed bardzo trudnym wyzwaniem. Skąd wziąć nowe tereny? Nie można stwierdzić, że już nam nie potrzeba nowych inwestorów. Ten, kto tak uważa, zaczął się cofać. Tutaj cały czas musi być ekspansja gospodarcza. Oczywiście, ona nie musi się odbywać kosztem zasobów leśnych. Jeżeli nie ma nowych firm, to muszą się rozwijać te które już są. U nas się tak dzieje. W zasadzie w tej chwili, podstawowy potencjał rozwojowy w Stalowej Woli, to nie są nowe firmy, ale rozwój tych, które już są. Dla naszego miasta kolejną bardzo ważną rzeczą jest to, że mamy duży problem z przebiciem się.

A czym to jest spowodowane?

Trzeba spojrzeć na dwie rzeczy. Niepokojące jest to, że środki unijne będą wydawane w województwie podkarpackim na tzw. inteligentne specjalizacje z pominięciem w zasadzie kapitału polskiego. Ponieważ w wojewódzkim programie innowacyjności te pieniądze są zapisane na doliny lotnicze. A pytanie brzmi: Ile kapitału polskiego jest w dolinie lotniczej? Prawie nic. My w Stalowej Woli mamy kilka firm w dolinie lotniczej. Choć Stalowa Wola nie kojarzona z przemysłem lotniczym, jest bardzo mocnym ośrodkiem doliny lotniczej. Są tam znaczące firmy. Natomiast opinie przedsiębiorców, przynajmniej niektórych, są takie, że nie mają korzyści z tego, że są w dolinie lotniczej.
Uważam, że ktoś musi bronić interesów polskich przedsiębiorców. Nie może być tak, że biedni Polacy zgadzają się na to, żeby biedny zachód miał jeszcze dodatkowe pieniądze na prowadzenie badań rozwojowych. Nie jestem przeciwnikiem wchodzenia obcego kapitału. Jednakże nasze pieniądze powinny pójść na rozwój małych i średnich przedsiębiorstw, na rozwój naszej myśli technicznej, na rozwój naszych technologii.

Musi się pojawić ktoś, kto powie o tym głośno, powie stop i zaproponuje coś, co będzie rozwijać nasz przemysł, na czym skorzysta Stalowa Wola i skorzystają przedsiębiorstwa na Podkarpaciu, które reprezentują polski kapitał. To jest to, co robiłem w Stalowej Woli. Średnie przedsiębiorstwa nie wybudują same, dla swoich potrzeb zaplecza badawczo – rozwojowego, bo po pierwsze nie będzie ich nigdy na to stać, a po drugie nawet jak się zadłużą, to nigdy im się to nie zwróci. Tu jest rola samorządu, rządu, żeby tego typu inicjatywy, z których mogą korzystać mali i średni przedsiębiorcy wspierać, żeby im to umożliwić, np. w postaci inkubatora technologicznego. To nie jest prosty proces, bo nie mamy w Polsce prawie żadnych tradycji współpracy przemysłu z nauką. Trzeba się tego nauczyć, bo to jest bardzo ważne. Takie relacje buduje się latami. To są programy badawcze, które muszą być skoordynowane z tym, co chce robić przemysł.
Jeżeli Stalowa Wola chce mieć jakiś ośrodek badawczo-rozwojowy, to z jednej strony musi on mieć do współpracy przemysł, a z drugiej oparcie w wyższych uczelniach.

Jeszcze w ubiegłym roku po zakończeniu kadencji mówił Pan, że musi zadbać o zdrowie.

Rzeczywiście straciłem trochę na wadze. Musiałem kupić kilka nowych garniturów, a kilka przerobić. Nie jestem w sytuacji, że stać mnie na wszystkie nowe. Muszę mieć jeszcze parę złotych na książki. Zmieniłem nawyki żywieniowe, więcej się ruszam. W zasadzie jeżeli nie muszę, to nie jeżdżę samochodem i nie korzystam z komunikacji, wszędzie chodzę na piechotę. Stalowa Wola jest na tyle niedużym miastem, że właściwie w pół godziny, nawet nie intensywnym, marszem można dojść w przeciwległe krańce miasta. Bywało, że w ciągu dnia pokonywałem pieszo 8 – 10 km.

7 komentarzy

Komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W Stalowej Woli

Więcej w W Stalowej Woli

MSPO 2021- podsumowanie udziału HSW S.A.

stw24.pl15 września 2021

Pracodawca Przyjazny Pracownikom – KGHM ZANAM z prestiżowym certyfikatem

stw24.pl14 września 2021
woda-kran

Czasowe przerwy dostawy wody dla Rozwadowa

stw24.pl14 września 2021

Główne wejście do Urzędu Miasta zamknięte z powodu remontu schodów

stw24.pl10 września 2021

Narodowe Czytanie po raz 10

stw24.pl8 września 2021

Fotel dla Stalowowolskiej okulistyki

stw24.pl8 września 2021

Grzybiarze – Policja apeluje o rozwagę!

stw24.pl7 września 2021

Ruszył Kiermasz Taniej Książki

stw24.pl7 września 2021

Norwegowie z wizytą w Stalowej Woli

stw24.pl7 września 2021