kultura i rozrywka

Kolejni TW w radzie miejskiej?

Kolejni TW w radzie miejskiej?

RYSY NA PiS
PiS w Stalowej Woli wydaje się być monolitem. Jest prezydent uważany za przyszłą nadzieję całej partii. Jest poseł, który już wyżej nie poleci i jest pani senator, która politycznie matkuje całemu układowi. Perspektywy też są co najmniej dobre. W Stalowej Woli opozycja praktycznie nie istnieje. W radzie miejskiej jest to praktycznie jeden radny, a poza radą rachityczna Platforma Obywatelska bez kandydata, który w wyborach prezydenckich mógłby zagrozić obecnemu prezydentowi. Dodatkowo niezachwiane poparcie Kościoła, co w Stalowej Woli ma ogromne znaczenie.
TAK DOBRZE, ŻE AŻ TAK ŹLE
Wydaje się więc, że to monolit, któremu nic nie zagraża i może się szykować na długie lata władzy w Stalowej Woli. Wiemy jednak, że pod tą skorupą buzuje i bulgoce, a eksplozja jest nieprzewidywalna. Faktem jest, że w lokalnym PiS im bliżej wyborów, tym bardziej na sile przybierają animozje i wzajemne pretensje. Najbardziej znana jest „szorstka przyjaźń” między prezydentem Lucjuszem Nadbereżnym, a starostą Januszem Zarzecznym. Pół żartem, pół serio mówiąc, to same nazwiska stawiają panów w opozycji no bo jeden nad brzegiem, a drugi już za rzeką. Dodatkowo coraz głośniejsza robi się sprawa podziałów w PiS od samej góry. Po zawetowaniu ustaw o sądach przez prezydenta Andrzeja Dudę zaczęto w PiS dzielić członków partii na „prezesowych” i „prezydenckich”. Trudno powiedzieć ile w tym faktów, a ile wewnątrzpartyjnej intrygi obliczonej na skompromitowanie konkurentów. Ma to swoje echa i w Stalowej Woli, bo w samym PiS podnoszą się głosy o tym, że prezydent Nadbereżny nie jest „prezesowy” tylko „prezydencki”. Akurat te głosy słychać z tej strony PiS-u, która ma do niego duże pretensje. Na dzień dzisiejszy można te głosy lekceważyć, ale bliżej wyborów, kiedy emocje wzrosną, trudno przewidzieć co się z tego urodzi. Nie brak w PiS niezadowolonych, że po „dobrej zmianie” dostali za mało, że ich znajomi albo rodzina zostali pominięci przy dzieleniu posad. Wiadomo przecież, że to te emocje bywają najważniejsze i żeby się odegrać nie jest ważna prawda. Wystarczy jej pozór albo wręcz plotka, która w pewnym momencie zaczyna żyć własnym życiem. Wystarczy wspomnieć, że do mediów już teraz pośrednio i rzadziej bezpośrednio docierają tacy członkowie PiS-u, którzy „sprzedają” mniej lub bardziej prawdopodobne rewelacje.
A KAŻDY DONOSICIEL TO MINA
Jednak największe zagrożenie dla PiS-u znajduje się w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej. PiS od dawna zwalcza swoich wewnętrznych i zewnętrznych przeciwników „teczkami”. Dla przeciwników zewnętrznych ujawnienie współpracy ze służbami specjalnymi PRL-u ma być nawet nie wyrokiem, a egzekucją, eliminującą z życia publicznego. „Teczka” członka PiS-u to krótka smycz, na której posłusznie będzie taki ktoś chodził w obawie o utratę stanowiska, miejsca na liście wyborczej dla siebie lub swoich bliskich. Tymczasem w Stalowej Woli coraz więcej głosów, że PiS ma kilka takich trupów w szafie. Na razie ujawniono, że jeden radny miejski był współpracownikiem służb PRL-u. Jednak coraz głośniej, że być może jeszcze trzech ma „teczki” w IPN. Jeżeli to się potwierdzi, to Rada Miejska w Stalowej Woli będzie najbardziej „zaagenconą” co najmniej w województwie podkarpackim. Co więcej, mówi się również, że „teczki” radnych to miny przeciwpiechotne, na których w powietrze wylecą ci radni i jacyś lokalni działacze. Prawdopodobnie jest jednak „teczka” o sile rażenia miny przeciwczołgowej. Pytanie czy będzie ktoś zainteresowany, żeby ją odpalić. Jak widać ten wydawałoby się pisowski monolit bez skazy może okazać się polem minowym, na którym polec może wielu członków PiS-u przekonanych, że ich pozycja jest niezagrożona. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby za taką sytuację obciążono prezydenta Nadbereżnego, którego radni PiS-u słuchają jak pisklęta kwoki. Trzeba przyznać, że to świetna sytuacja do ataku, przeciw któremu trudno się bronić. Jednak być może będzie tak, jak w przypadku obecnego ambasadora Polski z ramienia PiS-u w Berlinie. Dokumenty jakby świadczą jednoznacznie o agenturalnej przeszłości, ale IPN uznaje, że agentem nie był. Jak widać w PiS przyswojono sobie zasadę rodem z Niemiec Hitlera. Tam najważniejsi dygnitarze mówili, że to oni decydują kto jest Żydem. We współczesnej Polsce to w PiS decydują kto był agentem. Jak będzie w przypadku Stalowej Woli?
Grzegorz Poniedzielski

4 komentarze

Komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

kultura i rozrywka

Więcej w kultura i rozrywka

Zrób badanie .Chroń siebie i rodzinę.

stw24.pl2 listopada 2021

Podsumowanie Inicjatywy „Kobiety z Fabrycznego contra COVID-19”

stw24.pl29 października 2021

Bezpłatna komunikacja miejska dowiezie na cmentarze

stw24.pl29 października 2021

Ekslibris w świecie gwiazd, planet i robotów – znamy laureatów konkursu w MBP!

stw24.pl29 października 2021

Gmina Zaleszany – Zamień krwinki na ozdoby z choinki !

stw24.pl29 października 2021

Ekslibris w świecie gwiazd, planet i robotów – znamy laureatów konkursu w MBP!

stw24.pl29 października 2021

Konkurs na Tydzień Bibliotek 2021 rozstrzygnięty – I miejsce dla MBP!

stw24.pl29 października 2021

Lubisz rysować? Lubisz malować? – zapraszamy do Akademii sztuki w MBP

stw24.pl26 października 2021

Pamięć o tragicznie zamordowanych nie zginie

stw24.pl25 października 2021